„Podobne jest Królestwo Niebios do ukrytego w roli skarbu, który człowiek znalazł, ukrył i uradowany odchodzi, i sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje oną rolę”. Mt. 13,44.
Możesz prawie wszystko wiedzieć o tym skarbie: to, gdzie jest zakopany, możesz opowiadać o jego wartości, o tym jak jest cenny, jak błyszczy. Możesz chodzić na to miejsce każdego wieczoru, zacierać ręce, radować się, liczyć zyski. Ale to wszystko na nic – i tak nie będziesz mógł go wykopać! Nie możesz go jeszcze nazwać „swoim”. Póki go nie odkopiesz! A żeby go odkopać – trzeba „sprzedać wszystko”! Czy dokładnie przeczytałeś? „..uradowany odchodzi, i sprzedaje WSZYSTKO, CO MA”.
Za mniejszą cenę nie można (!) go wykopać i stać się bogatym.
Pomyśl teraz. Na co ci to, że wiesz kim jest Jezus Chrystus? Na co ci to, że możesz wiele o Nim powiedzieć. Na co ci to, że dobrze znasz Biblię? Jeśli nie sprzedałeś wszystkiego – nie możesz mieć tego skarbu na własność. Nie należy do ciebie! Jeśli nie oddałeś całego serca, całego życia Bogu, jeśli nawet każdej myśli nie poddajesz pod posłuszeństwo Chrystusowi – Królestwo Boże nie należy do ciebie! Jeśli w tajemnicy przed wszystkimi chowasz coś w swoim sercu, co nie jest miłe Bogu, jeśli masz (choćby mały) jakikolwiek dział z tym światem (2Kor. 6,14-16) – nie masz prawa do skarbu!
Trzeba sprzedać WSZYSTKO. Wszystko, co się do tej pory nazbierało, w czym się zakochało, co stało się (złym) nawykiem. Jeśli rościsz sobie jeszcze prawo do tego, by na złość odpowiadać złością, na obelgę – obelgą, by być despotą dla swojej żony, by być krnąbrną i kłótliwą żoną wobec swojego męża, to nadal Królestwo Niebios – chociaż cenne i upragnione przez ciebie – leży zakopane w ziemi.
I nie jest wtedy dziwne, że chociaż mówisz, iż jesteś dzieckiem Bożym – ciągle ci czegoś brakuje do szczęścia. Więcej jest niezadowolenia niż radości. Byle powód, dolegliwość, niewielka próba albo napomnienie Słowa Bożego, nakłaniające cię do tego, byś zostawił niewielką rzecz lub porzucił jakiś mały grzech – odbierają ci całą radość. Zaczynasz narzekać i szemrać.
Bo tak naprawdę nie wiesz, czym jest prawdziwy skarb...
Przeciwnie. Ciągle coś ukrywasz, kręcisz, kamuflujesz. Szukasz popleczników wśród innych, tobie podobnych ludzi, wśród innych kościołów, zborów. Tamci mogą, więc czemu nie ja...
Czy ten skarb jest już twój?
Nie narzekaj więc, kiedy Pan Bóg żąda od ciebie jakiejś daniny z życia. Nie dyskutuj z Bogiem, nie zatrzymuj tej rzeczy ani chwili. Nawet wtedy, kiedy żąda całego serca i całego życia.
Sprzedaj z RADOŚCIĄ!