A A A
Goliat

Jest w Biblii opowiadanie które zna prawie cały świat, bo brzmi jak piękna baśń i ma wspaniałe zakończenie. To oczywiście walka Dawida z Goliatem, która naprawdę się odbyła i jest opisana w siedemnastym rozdziale pierwszej Księgi Samuela. Widzimy tam dwie armie, które stanęły naprzeciwko siebie, aby stoczyć z sobą bitwę. U wrogów Izraela jest zły olbrzym, Goliat, który lży wojsko izraelskie. Król Saul jest tak zdesperowany, że gotów dać swoją córkę za żonę temu kto zwycięży Goliata (1Sam 17,17-56). Nie kojarzę drugiej takiej sytuacji w dziejach Izraela, ale opisy podobnych publicznych konfrontacji z pewnością się znajdą.

W takich okolicznościach na arenę dziejów Izraela wkracza młody Dawid, wysłany przez swego ojca na pole bitwy. Widzimy jego zainteresowanie walką, odwagę i chęć bronienia dobrego imienia Boga. Wielu ludzi wyobraża sobie Dawida jako delikatnego młodzieńca z harfą w ręku o kręconych rudych włosach i rumianych policzkach, ale to nie jest cała prawda o nim. W tamtym czasie był on już stałym bywalcem na dworze królewskim gdzie przygrywał królowi dręczonemu przez złego ducha. Już wtedy uważano go za dzielnego wojownika, z którym jest Bóg (1Sam 16,18-19). Nie przebywał na dworze na stałe lecz co jakiś czas odchodzi od króla, aby paść owce swojego ojca. Gdzieś tam przy owcach na pustkowiu i po namaszczeniu przez Samuela nawiązuje swoje osobiste relacje z Bogiem. Tam też, gdy trzeba, walczy z niedźwiedziami i lwami w obronie swojego stada, co nie było normalne (1Sam 17,34-38). Z pewnością miał ponad naturalną siłę, którą albo otrzymywał od Boga gdy Duch go ogarniał jak to było w przypadku Samsona, albo po prostu był siłaczem i wiedział o tym. Myślę, że prawdą jest ta druga opcja. W dalszej części opowieści o jego dziejach widzimy jak uciekając przed Saulem bierze sobie miecz Goliata, aby nim walczyć (1Sam 21,10). To był ogromny miecz i operowanie nim wymagało wielkiej siły, którą najwidoczniej posiadał. Nawet Saul po walce z Goliatem nazwał go siłaczem (1Sam 17,56). Pomimo świadomości swojej siły Dawid polegał nie na niej, lecz na Bogu, którego znał i dla którego walczył (1Sam 17,45-47).

Najprawdopodobniej był skromny i mądry dlatego nie obnosił się ze swoją siłą. Wydaje się, że nawet jego bracia o tym nie wiedzieli. Wiedzieli jednak, że jest Bożym wybrańcem, a może nawet przyszłym królem, bo na pewno pamiętali wizytę Samuela w ich domu (1Sam 16,6-13). Z tego też powodu nie pałali do niego wylewną miłością podobnie jak to było w przypadku braci Józefa (1Mż 37,4). Najprawdopodobniej zazdrościli mu otrzymanego namaszczenia, a może uważali, że bardziej od niego nadawali by się na króla. Stąd też pewnie nadmiernie gwałtowna, sroga i niesprawiedliwa reakcja Eliaba – jego najstarszego brata na dopytywanie się o nagrodę królewską za pokonanie Goliata (1Sam 17,28-30). Bardziej jemu niż Dawidowi można by przypisać pychę i złe intencje serca.

Dzisiaj chciałbym się jednak skupić na Goliacie, filistyńskim olbrzymie mierzącym ponad sześć łokci wzrostu (6 x 45-50cm + 20cm = ok 2,90-3,20cm) i mającym włócznię grubą jak wał tkacki (1Sam 17,4-11). Nie był on szczupły i wątły jak szczypiorek, ale dobrze zbudowany i zaprawiony w wielu bojach, bo był wojownikiem od swojej młodości. Przed nim cofał się cały Izrael i drżały najwaleczniejsze serca. Nikt też się nie czuł na siłach z nim zmierzyć. Czy to nam coś przypomina? Czy widzimy w naszych czasach duchowego olbrzyma, wielkiego jak Goliat, przed którym drży współczesne chrześcijaństwo? Myślę, że wojska filistyńskie śmiało możemy nazwać armią diabła reprezentującą świat z jego cielesnymi pokusami i naciskami. Nie raz walczyliśmy i zwyciężaliśmy ze światowymi pokusami, ale tym razem coś jest inaczej. Pojawia się nowy przeciwnik, wielki i niebezpieczny, z którym trudno jest nam podjąć równą walkę. Jego wygląd i siła przerażają nas do tego stopnia, że zdecydowanej większości chrześcijan nogi uginają się ze strachu. Kim lub czym jest współczesny Goliat? Jedni identyfikują go z pieniędzmi, inni seksem lub pragnieniem władzy, wielkości, czy sławy. Jednak te cielesne pragnienia są znane wierzącym od dziecka. Wszyscy z nimi walczyliśmy, walczymy lub będziemy walczyć i w jakimś sensie jesteśmy na to gotowi. Goliat to nawet nie pragnienie zdrowia fizycznego, czy szczęścia doczesnego, które tak wielu wierzącym podcina skrzydła wiary, ale prawdziwy duchowy zabójca. Jego zwycięstwo pociąga za sobą zwycięstwo armii diabelskiej, a jego porażka jej porażkę. Z tego też względu widzę w nim świecką naukę będącą religią tego świata, której przyjęcie powoduje rozdwojenie duszy (Jk 4,4-10).

Diabeł ma wciąż tą samą strategię starając się zakwestionować Boże Słowo i wprowadzić w serce człowieka wątpliwości (1Mż 3,1-5) o tym kim jesteśmy i skąd się wzięliśmy, skąd wzięła się nasza planeta, albo cały kosmos, itd. To ludzkie wytłumaczenie Bożego dzieła stworzenia z pominięciem Boga. Nauka jest dzisiaj tak potężnym orężem, że mało kto odważa się z nią polemizować. Również zdecydowana większość wierzących boi się konfrontacji z tym przeciwnikiem uważając, że nie mają do tego odpowiednich kwalifikacji, ani przygotowania. Większość tych, którzy czuli się na siłach, najczęściej w takich potyczkach przegrywa, bo walczy w nieodpowiedni sposób, na zasadach wyznaczonych przez wroga. To nauka broni podstaw naszej humanistycznej, czyli bezbożnej kultury, a dowodem jej wielkości jest rozwój techniki, którego nikt nie kwestionuje. Ona poddaje w wątpliwość prawdziwość Bożego Słowa sprawiając, że nauka Biblii brzmi niepewnie (1Kor 14,8). Ona wręcz ją wyśmiewa, a tych którzy jej ufają izoluje i oddziela od przywilejów i akceptacji naszego społeczeństwa zadając im śmierć społeczną. Pójście pod prąd nie wydaje się łatwe nawet dla dużych zborów, dlatego wiele z nich wybiera jakąś formę kompromisu odrzucając pełne oparcie się na Bogu i Jego Słowie, a tym samym skazując się na porażkę w wielu kolejnych bitwach. Jeżeli w pełni nie polegasz na Jezusie to przegrasz.

Starsze pokolenie wierzących nie czuje się na siłach stanąć do walki z nauką, a nowe które wyrosło wśród jej gloryfikacji nawet nie próbuje z nią dyskutować. Co więcej zdecydowana większość wierzących aby nie popaść w schizofrenię stara się pogodzić naukę z Biblią lub ignoruje jej naukę dopasowując jej treść do swoich potrzeb. Sami pokłoniwszy się przed nauką lub uznawszy ją za prawdę nie są w stanie z nią skutecznie walczyć. W rzeczywistości walka nie powinna się toczyć na płaszczyźnie wiedzy lecz wiary. Każdy sam musi zdecydować komu chce wierzyć: Bożemu Słowu, czy ludzkim hipotezom. Zwycięstwo nie zależy od liczby argumentów, ale od tego w co i komu się wierzy. To bowiem decyduje o tym za kim lub za czym się pójdzie. Wbrew pozorom całkowite poddanie się autorytetowi Bożego Słowa jest dzisiaj bardzo rzadkie, a bez tego nie ma kolejnych Dawidów zdolnych i chętnych do walki z Goliatami naszych czasów.

Jeśli ktoś przegra walkę o fundament, na którym powinien stać, idzie w niewolę cielesnych pożądliwości, albo zupełnie ginie, czyli odpada od prawdziwej wiary praktykując jedynie jakąś formę religijności. To oznacza naznaczenie takich ludzi znamieniem Wielkiego Babilonu, czyli świata (Ap 17,5). To nie są zwycięzcy, ale przegrani (Ap 1,5-6; Ap 2,7; Ap 3,12-13; Ap 5,5-10; Ap 7,13-17; Ap 10,7; Ap 11,15-17; Ap 12,11; Ap 14,1-5; Ap 14,9-16; Ap 15,2-4; Ap 17,14; Ap 19,7-9; Ap 19,11-16; Ap 20,4-6; Ap 21,1-8; Ap 22,3-5; itd). Znamię to jest na ich czołach gdy ich sposób mówienia i zachowywania się jest ewidentnie światowy i bezbożny nawet gdy oficjalnie nazywają siebie chrześcijanami (Ap 13,11). To jednak nie oznacza, że będą świadomie oddawać cześć diabłu, chociaż i tak być może. W moim rozumieniu będą czcić tylko siebie i to co wyda im się dla nich korzystne. Mogą to być pieniądze, albo zaszczyty, albo pseudonaukowe tytuły z teologii czy coś w tym rodzaju, ale zawsze będą ubrane w religijne szaty (Ap 17,4).

Tacy ludzie będą walczyć z prawdziwymi wierzącymi idącymi za Jezusem (Ap 17,5-7) tak jak Saul systemowo i uparcie zwalczał Dawida. To typ antychrystów, którzy nie tylko sprzeciwiają się nauce Chrystusa, ale też dążą do zajęcia Jego miejsca (1J 4,1-3). To cielesne chrześcijaństwo, które wybiera oparcie się na świecie i światowej mądrości, metodach, czy wartościach jak Wielka Nierządnica (Ap 17,3-5). Oni też wcześniej czy później jak Kain zobaczą, że Bóg nie przyjmuje ich cielesnej ofiary i zapałają nienawiścią do tych, którym Bóg błogosławi i wybiera, czyli tym, którzy idą za Duchem, a nie za ciałem (Gal 5,13-26; Rz 8,13-14). W swej pysze nie pomyślą o pokucie, ani uznaniu Bożej woli, ale ulegną swojej cielesnej żądzy i znienawidzą tych, którym zazdroszczą. Tak właśnie postępował Eliab i Saul względem Dawida. Jeden uprzykrzał mu życie w domu, a drugi w całym państwie. Tak też diabeł z zawiści wystąpił przeciwko człowiekowi, którego Bóg ukochał, chcąc jego śmierci. Tak też czynią jego naśladowcy.

Dawid nie walczył z Eliabem, ani nawet z Saulem, Józef nie mścił się na swoich braciach chociaż mógł, a Jezus nie przeklinał rodaków z rodzinnych stron, którzy w Niego nie uwierzyli (Mt 13,54-58), a nawet swoich oprawców gdy już wisiał na krzyżu (Łk 23,34). Również my nie powinniśmy walczyć z ludźmi, którzy nas nie rozumieją, ale ze zwierzchnościami duchowymi, które za nimi stoją (Ef 6,12-13). Pokonani chrześcijanie nie wejdą do Bożego Królestwa lecz będą gloryfikować swoje religijne poglądy czy zwyczaje nadając im szczególny stopień ważności. Kłótnie i spory o słowa i tradycje staną się ich znakiem rozpoznawczym (Jk 4,1-6), bo do tego będzie pchała ich pycha. Kto za prawdę uzna ludzkie nauki sprzeczne z nauką Bożą ten wcześniej czy później zejdzie na manowce. Powtarzam to po raz kolejny, bo to właśnie uznanie Biblii za prawdę absolutną i całkowicie godną wiary jest fundamentem naszej wiary. Musi opierać się na prawdzie, bo nie sama wiara zbawia lecz wiara w prawdę, wyrażona w czynach. Kto na tym polu polegnie ten już dalej nie będzie w stanie nic prosto zbudować. Każda budowa oparta na krzywym fundamencie zawali się w czasie próby. Serce i życie takiej osoby będą rozdwojone (Jk 4,7-10). Trzeba więc wyraźnie opowiedzieć się po stronie Boga lub przeciwko Niemu (1Krl 18,21). Eliasz wyraźnie na polecenie Boga zmierzył się z kałanami Baala czyli „Goliatem swoich czasów” i wygrał. Kult Baala był oficjalnym wyznaniem królowej Izabel, więc był traktowany prawie jak religia państwowa. Takich proroków jak Eliasz, potrzeba nam dzisiaj. Odwieczny problem człowieka dotyczący tego komu ufać i za kim pójść został rozwiany przez konfrontację.

Podobnie imponującą konfrontacją jak ta Eliaszowa jest np. ta Mojżeszowa. Jeden człowiek ufający Bogu staje przeciwko największej ówczesnej potędze światowej i wygrywa. Wszystko dzieje się publicznie, a skala tego wydarzenia jest jeszcze większa niż w przypadku Eliasza, jednak owoc jest taki sam. Ludzie porzucają swoją niewolę i idą służyć Bogu. Czarownicy egipscy są bezsilni, upór i pycha faraona zostają złamane, a wojsko egipskie wraz z faraonem ostatecznie ginie w wodach Morza Czerwonego. Większa była tylko konfrontacja Jezusa z władcą tego świata, który również został pokonany, a my wszyscy możemy cieszyć się owocami Jego zwycięstwa i z nich korzystać. Zasada działania wydaje się być wciąż taka sama. Wielka konfrontacja solo, wielkie zwycięstwo i wolność dla wielu (Mk 3,27). Również w Kościele byli Słudzy Boga, którzy wchodzili w publiczny konflikt, a gdy wygrywali byli błogosławieństwem dla wielu. Tak rodziły się większe i mniejsze przebudzenia, tak zbory wychodziły z religijności, aby żyć w prawdziwej relacji z Jezusem. To wciąż na różną skalę się dzieje.

Goliat nie pojawił się w życiu Dawida zaraz po jego namaszczeniu, tak też niewiara nie pojawia się w życiu wierzącego od razu po jego nawróceniu, ale gdy już się pojawi musi zostać unicestwiona, bo inaczej zamiast wolności w Chrystusie doświadczymy niewoli religijnego prawa. Litera Bożego Prawa nas zabije, a nie obdarzy życiem, bo duchowe życie jest tylko w Chrystusie (2Kor 3,5-6; Rz 7,9-13). Cielesność o charakterze religijnym jest trudniejsza do wykrycia i bardziej niebezpieczna niż otwarte wypowiedzenie posłuszeństwa Bogu. Ludzie religijni zwykle mają swoje zasady i ukrywają swoje grzechy starając się przed innymi wyglądać jak najlepiej (Mt 23,27). Brak im jednak głębi wiary potrzebnej do zbudowania bliskiej relacji z Bogiem. A jej nie da się niczym zastąpić. Oparta na miłości relacja z Jezusem jest w Biblii porównana do relacji małżeńskiej i to ona jest sercem małżeństwa (Ef 5,25-32). W małżeństwie nie chodzi o zbudowanie najlepszego wzorca domowych zachowań bo taki nie istnieje. Sednem związku nie są wspólne założenia, rozmowy, czy dobry podział obowiązków lecz dobrowolne trwanie w jedności. Poprzestanie na zbudowaniu korzystnych kompromisów, aby żyć jak najwygodniej to nieporozumienie zarówno w małżeństwie jak i chrześcijaństwie (J 5,39-40). Jeżeli poprzestajemy na zasadach Biblii, które same w sobie są dobre, nie idąc dalej w wierze do Jezusa, to rozmijamy się z Bożą wolą, bo nauka Biblii powinna nas prowadzić do bliskiej relacji z Jezusem, a nie ją zastępować (Rz 10,4).

Życie wieczne jest nam dane tylko w Chrystusie, a poza Nim nie ma życia, więc musimy dojść do zawarcia Nowego Przymierza z Bogiem, a potem w nim wytrwać, umocnić się i zbudować więź z Jezusem opartą na prawdziwej czci, bojaźni, wierze i miłości. Kto nie pokona swojej naturalnej niewiary, ten siłą rzeczy wejdzie w kompromis z tym światem i własną zepsutą naturą. Nie tego Bóg od nas oczekuje (Jk 4,5). Każdy musi dokonać własnego wyboru. Albo w pełni zaufa Jezusowi, albo nie. Połowiczna wiara i połowiczne oddanie to za mało (Prz 28,18). Nie da się iść po dwóch drogach równocześnie zwłaszcza gdy prowadzą w przeciwnych kierunkach (Gal 5,16-18; Rz 8,13-14; Gal 4,30). Zadaniem współczesnego społecznego Goliata jest wybicie jak największej liczby wierzących z ich wiary i pewnego stanowiska, aby podzielić ich serce. Nie dopuśćmy do tego i nie dajmy się wpuścić w pseudonaukowe dyskusje, bo i tak nic szczególnego z nich nie wyniknie. Tutaj walkę trzeba stoczyć z własną niewiarą szukającą oparcia w tym co widzialne i naukowe. Jezus jest Prawdą (J 14,6) i Boże Słowo jest prawdą (J 17,17) jeżeli to ktoś odrzuci, to sam zostanie odrzucony, a dokładniej - Bóg sprawi, że będzie wierzył kłamstwu z tego powodu, że odrzucił umiłowanie prawdy (2Tes 2,9-17). To bardzo realne zagrożenie, podobne do złego ducha zesłanego przez Boga na Saula po jego odrzuceniu.

Nauka jest produktem wiedzy, kultury i wyobraźni ludzi, czymś fundamentalnie sprzecznym z nauką Bożego Słowa. To ona stara się wypchnąć Boga z życia ludzi wyjaśniając, że to nie Bóg nas stworzył, nie On kieruje naszym życiem i nie On nas będzie sądził. Natura jako bezosobowy bóg staje się stwórcą siebie samej i nas ludzi. Mamy więc innego boga obok Tego prawdziwego. Podobnie rzecz się ma z innymi nieosobowymi bogami tego świata. Chodzi jednak o to, że ludzka pycha wsparta diabelskim natchnieniem przebrana w naukowe twierdzenia przekonuje całe pokolenia, że osobowego Boga nie ma, a Biblia nie mówi prawdy. Tak już od przedszkola zasiewane jest w ludziach ziarno niewiary w Bożą nieomylność. Niestety, większość chrześcijan czuje się rozdarta i ma problem z bezwarunkowym uznaniem Bożego Słowa za absolutną prawdę. To zwykle prowadzi ludzi do sprowadzenia Wielkiego, Wszechmocnego, Wszechwiedzącego, Wszechobecnego i Wiecznego Boga do ludzkiego poziomu i uczynienia z Niego kogoś podobnego do nas i zamknięcia Go w pudełku z napisem: starożytne baśnie.

Wielu ludzi szuka bezbożnych wyjaśnień powstania świata i człowieka, wyjaśnień Bożych cudów i Jego dzieł, aby dowieść nieprawdziwości nauki Biblii. Problematyczne staje się nie tylko powstanie naszej planety, czy nas samych, ale też sposób liczenia czasu, czy wyjaśnienie przyczyn cierpienia. Owoce tych wysiłków docierają również do wierzących i niejednokrotnie kwestionują ich wiarę. Wtedy albo walczą o swoje życie duchowe, albo idą na jakieś kompromisy. Kto nie walczy staje się ignorantem lub obłudnikiem, którego nie interesuje prawda. Tak, jak Bóg nie zaakceptował cielesnego syna Abrahama zrodzonego wbrew Jego woli z niewolnicy, ani gorliwości Izraela w przestrzeganiu Prawa gdy na nim chcieli poprzestać, oznacza że również nie ustąpi pod naciskiem naszych cielesnych pragnień. Syna niewolnicy kazał wygonić wraz z jego matką, aby nie miał udziału w Jego duchowym dziedzictwie. To może wydawać się trudne, ale tylko dzieci wiary dziedziczą Boże obietnice. To wiara, a nie rozum zwycięża świat (1J 5,1-13). Bóg daje nam wybór i poznanie prawdy, my wybieramy komu chcemy ufać i jak chcemy walczyć ze światem.

Ograniczanie Boga tylko do wsparcia naszych działań wydaje się nieporozumieniem, ale większość chrześcijan właśnie takiego Jezusa wybiera. Nie chcą służyć Stwórcy wszechświata lecz chcą, aby to On im służył. Głośno się o tym nie mówi, ale taka jest przewrotna natura człowieka domagająca się od Boga wysłuchiwania swoich modlitw i wspierania jej planów. W zamian człowiek chce ofiarować Bogu trochę cielesnego uwielbienia, trochę czasu i uwagi, dużo śpiewu i mało modlitwy, oraz jeszcze mniej prawdziwego studiowania Bożego Słowa. Krzykliwi charyzmatycy różnych frakcji doprowadzili to do granic szaleństwa, a nawet absurdu. Po to się modlą, aby ich modlitwy zostały wysłuchane, stąd każą wiernym dziękować za uzdrowienie, choć go wcale nie widać. Gloryfikują Bożą miłość i dobroć zapominając o Jego prawdomówności, świętości, czy sprawiedliwym sądzie jaki nas czeka. Po jakimś czasie wiara tych najgorliwszych wyraża się w zdobywaniu wiedzy, organizowaniu akcji ewangelizacyjnych, oraz licznych wewnątrz denominacyjnych spotkań i działań. Jedni szukają cudów i chcą panować nad chorobami, inni akcentują potrzebę zdrowego odżywiania się itd. To wszystko można zaliczyć do kategorii zdroworozsądkowych wyborów, które dokonują również niewierzący, ale nie zmienia to ich pozycji przed Bogiem. Religijność to porzucenie Boga i posłuszeństwa Słowu, tak jak to było w przypadku Saula. Był królem, zrobił wiele dobrego dla Izraela w wymiarze doczesnym, ale jakże trudno nazwać go „mądrą panną”. Nie potrafił zrezygnować ze swojego miejsca i pokutować jak Dawid po grzechu z Batszebą. Nie chciał ustąpić lecz walczył o to co uznał za dobre dla siebie. Nie szukał Bożej woli, ani prawdziwego dobra Izraela, ale w jakimś sensie chciał to wszystko realizować w granicach jakie gwarantowały mu wywyższenie. Czasami się łamał, ale zawsze wracał do zatwardziałej nienawiści względem Bożego pomazańca Dawida. Zazdrość prowadziła go jak Kaina, do morderczych zamiarów pokazujących kim był w głębi swojego serca.

To co powinno być największą siłą chrześcijaństwa, bliska relacja z Jezusem realnie odmieniająca nasze życie, w większości wierzących już albo jeszcze nie istnieje, więc chrześcijanie żyją prawie tak samo jak wszyscy inni ludzie, którzy chcą być dobrzy. Bez Chrystusa, ale pod Jego szyldem, czasami tylko zgodnie z Biblijnymi zasadami. Śmiało ogłaszają swoją pewność zbawienia, bo przecież w swoim rozumieniu wierzą w Boga Ojca i Boga Syna, tylko nie wiadomo dlaczego Bóg Duch Święty nie prowadzi ich do świętości upodabniając do Jezusa (Rz 8,29). Mówią o wzniosłych rzeczach, cytują Biblię, spodziewając się życia wiecznego w chwale Jezusa. Czują się mocni i bezpieczni chociaż idą na wieczne zatracenie (1Tes 5,3; 2P 2,1-22; Jud 1,2-25). Modlą się za prześladowany Kościół, a sami na swój sposób walczą z przejawami prawdziwej wiary w swoim środowisku, bo nie przyjmują Prawdy. Mają swoją religijną bańkę, w której czują się dobrze i gdzie są akceptowani. Wielu to wystarcza.

Nie bójmy się pójść na całość w zaufaniu i posłuszeństwie Bożemu Słowu, bo tak się prawdziwie oddaje chwałę Bogu (J 15,7-8). Bóg tak jak obiecał zawsze będzie wspierał tych, którzy szczerze Go kochają (Rz 8,28) i całym sercem szukają (Jl 2,12-17; Jer 29,13; Jer 24,7; Jk 4,4-10). Kto zaś czuje się mocny w wierze niech się sprzeciwi diabłu, a ucieknie od niego (1P 5,1-11), co może nawet stać się powodem wielkiego zwycięstwa dla innych wierzących. Być może jacyś chrześcijanie będą chcieli wstawić w miejsce Goliata jakiś swój największy duchowy problem, największą pokusę lub grzech z którym sobie nie radzą, ale nie jestem pewien czy wielkość przeciwnika może stanowić jedyne kryterium. Zaproponowałem więc aby Goliatem było kłamstwo, czyli fałszywa doktryna religijna lub jakakolwiek inna nauka ludzka, albo demoniczna, rozbijająca pełną wiarę człowieka. Ona bowiem otwiera drogę innych diabelskim wojownikom, którzy biorą przegranych w duchową niewolę i sprowadzają życie z Jezusem do jakiejś formy ludzkiej religijności, której zbyt wiele widzę wokół siebie. Kłamstwo może mieć bardzo naukowy charakter, albo brzmieć bardzo filozoficznie, ale to zawsze bomba podłożona pod ludzką wiarę, sprowadzająca go z płaszczyzny „wierzę Jezusowi” na płaszczyznę „wierzę w to lub tamto z tego co powiedział Jezus, bo tak to zweryfikowałem swoim umysłem jako dobre”. Coraz więcej w polskim chrześcijaństwie pseudonauki, niedouczonych znawców, kalwinizmu, nauk wschodu, judaizowania, czy dziwnych interpretacji nikomu wcześniej nieznanych nauczycieli. Każdy uważa, że ma swoje racje i prawo ich ogłaszania w taki sposób, który daje im jak największą popularność. To jest jednak pójście za ciałem, a nie za Duchem, na wieczne potępienie, a nie do życia wiecznego.


Tomasz J.Kościół Chrystusowy w Połczynie Zdroju